poniedziałek, 25 lutego 2013

6. Road to acceptance

I always waste my time just wondering
What the next man thinks of me
I'll never do exactly what I want
And I'll sculpt my life for your acceptance


To z Road to Acceptance. Pewnie niektórzy nie kojarzą, to piosenka Green Day z ich pierwszej płyty. Chodzi mi to dziś przez cały dzień po głowie, więc pomyślałam: czemu nie, dzisiejszy post będzie właśnie o akceptacji.

Nie trudno zauważyć, że największym lękiem człowieka jest lęk o swój wygląd w oczach innych. O to, co inni o nas myślą, bo jeśli źle, to niedobrze, to strasznie. Lęk o to, czy ktoś przypadkiem czegoś o nas nie powiedział, nie wydał tajemnicy, czy wszyscy się nie dowiedzieli. Nikt nie chce być sam, ale niektórzy naprawdę przesadzają. Większość tak zwanych grup przypomina sekty, ze swoimi zasadami, prawami i obowiązkami, jeśli się ich nie będzie przestrzegać, to stajesz się nikim. Często widuję osoby, którym odbija na punkcie akceptacji i przynależności - jasne, posiadanie przyjaciół jest fajną rzeczą, ale jeśli warunkiem tego jest to, że będziesz przez kolejne lata biegać po sklepach, bo nowy smartfon, bo słuchawki, bo vansy, bo to a tamto - no to tylko współczuć takiej osobie. Ci, którzy dostosowują się do cudzych zainteresowań, przejmują cudze obyczaje, zachowanie, sposób mówienia - właściwie kim jest ta osoba w oczach innych? W oczach swoich "przyjaciół" - kimś, na kim "można polegać", nigdy nie odmówi gdy się ją o coś poprosi, bo wtedy mogłaby wypaść z grupy, tragedia. W oczach zwykłych obserwatorów - pustą kopią bez własnej osobowości.
Inną sprawą jest to, że niewiele ludzi tak naprawdę robi co chce, nie zważając na innych. Zawsze jest ta presja ze strony otoczenia, rodziny, przyjaciół czy przypadkowych, nieznanych ludzi, powstrzymywanie się od czegoś. Trudno jest się nie przejmować - bo świadomość, że inni na nas patrzą i wyrabiają sobie o nas zdanie, nie zawsze pozytywne, istnieje i zawsze będzie istnieć w każdym z nas. Ale przesadzać też nie warto, bo w końcu znajdziemy się w takim punkcie, że będziemy patrzeć w przeszłość i wyrzucać sobie, że nie zrealizowaliśmy planów, gdy mieliśmy okazję. Może to głupio zabrzmi, ale czasem warto zagrać w grę pod tytułem "i co z tego". Wyobraźmy sobie: nakłamaliśmy innym o sobie, żeby coś zataić, ominąć niezręczny temat, bo wiemy, że inni by nas nie zrozumieli albo nawet wyśmiali. Ktoś się dowiedział, przekazał dalej i w teraz mamy problem. No to zaczynamy. Wszyscy dowiedzieli się, że kłamałam. I co z tego? Teraz uważają mnie za kłamcę. I co z tego? Ludzie nie lubią kłamców. I co z tego? Teraz nie będą chcieli mnie znać. I co z tego?
Tak naprawdę nic. Przecież nikt nie umrze z tego powodu.
Nie jest fajnie tracić przyjaciół, ale gdyby przyjaciele byli prawdziwymi przyjaciółmi, daliby ci szansę, wysłuchali. A jeśli odchodzą, nie chcąc słuchać żadnych wyjaśnień, to chyba niezbyt się dobrze sprawdzili jako przyjaciele. Głupi przykład, ale teraz już wiecie, o co mi chodziło.
Jeśli przyjaźń polega na robieniu tych samych rzeczy i zachowywania się tak samo, to chyba jest coś nie tak z tym światem. Nie staram się dyskryminować tych, którzy dopasowują się na siłę, ale myślę, że więcej w oczach innych zyskałyby osoby, które mają coś do powiedzenia, mają swoje zdanie i przy okazji trochę kultury.


____
Pewnie niektórych może przerazić ilość powtórzeń, ale to powtórzenia zamierzone, dla zaznaczenia pewnych rzeczy. Po prostu mam taki styl, niestety :p

wtorek, 19 lutego 2013

5. Lepiej jest żałować tego, co zrobiłeś niż...


Uwaga, dzisiejszy post będzie raczej jednym z tych depresyjnych i pełnych narzekań. Jeśli ktoś uważa takie rzeczy za beznadziejne, od razu uprzedzam, żeby oszczędzić cierpień. Jeśli jednak lubicie zaczytywać się w bzdurach i nieprzemyślanych zdaniach, zapraszam do lektury.


Człowiek tak naprawdę mało jeszcze wie. Czasem nawet nie wie, czego chce i do czego dąży. Uczy się każdego dnia, metodą prób i błędów, czasem samych błędów, czasem uczy się jedynie jak coś spieprzyć, a nie uczy się, jak tego nie powtarzać. Czasem jesteśmy zaślepieni i naiwni. Czasem sami jesteśmy przyczyną tego, że wszystko jest takie skomplikowane. Czasem mają na to wpływ inni i nic nie można na to poradzić. Życie wciąż rzuca pod nogi jakieś kłody, po dziesięciu latach wciąż żałujemy, że nie ominęliśmy ich w odpowiednim momencie.
Znacie to powiedzenie, że lepiej jest żałować tego, co zrobiłeś niż czego nie zrobiłeś? Ogólnie, zgadzałam się z nim i w jego myśl zrobiłam coś głupiego. Wyszło, o ironio, odwrotnie. Od tego wydarzenia minęło już dużo czasu, ale czasem wciąż nawiedzają mnie myśli, jaka byłam wtedy głupia.
Istnieje tylko przyszłość - tak podobno trzeba myśleć, trzeba działać, bo życie ucieka. Łatwo jest wypowiedzieć w myślach te kilka zdań, trudniej jest postępować tak, jak nakazują. Właściwie, nie trafiło mi się najgorzej, na pewno moje życie nie jest tragiczne. Jednak bywa irytujące i beznadziejne. Nie potrafię zaakceptować wielu rzeczy. Czasem myślę, że gdyby moja postawa wobec wszystkiego była obojętna, a ja zachowywałabym się jak moje znajome ze szkoły, byłoby o wiele łatwiej. Trudno jest tak po prostu się nie przejmować. Wiadomo, problemy są, zawsze były i będą, problemy w rodzinie na przykład. W wielu kwestiach nie mogę nic zrobić. Mogę tylko siedzieć i patrzeć, jak wszystko rozpada się na kawałki. Mogę się zastanawiać, po co to wszystko, jaki to ma sens, choć i tak zwykle nie znajduję odpowiedzi.
Dlaczego o tym piszę? O wiele łatwiej jest o czymś napisać niż powiedzieć. I o czasem o wiele łatwiej jest nawiązać kontakt z osobami z sieci, których nigdy się na oczy nie widziało. Tak, muszę przyznać, że dzisiejszy post jest w pewnym sensie terapeutyczny, pisząc o tym wszystkim można doznać czegoś w rodzaju oczyszczenia.
Pewnie znacie to uczucie, gdy wasi przyjaciele zawodzą. Mnie zawiedli już dawno, jakieś cztery lata temu i od tej pory jakoś nie znalazłam nikogo na ich miejsce. Kiedyś nie mogłam tego zrozumieć, że tak po prostu mnie olali, dziś nie robi to już na mnie żadnego wrażenia, pozostały tylko zdjęcia, które nic nie znaczą. Dziś, bez nich, czuję się jednak szczęśliwsza. Wtedy nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale cała przyjaźń polegała na śmianiu się z tych samych rzeczy. Później cały śmiech był już tylko wymuszony, a w końcu nie było już się z czego śmiać i wszystko się skończyło. Nie było żadnych kłótni, po prostu w pewnym momencie uświadomili sobie, że beze mnie jest lepiej. Dziś już tego nie żałuję, wiem, że tak jest lepiej. Jedyne, czego żałuję, to czas który zmarnowałam na granie i zmuszanie się do sztucznych uśmiechów.
Wiele rzeczy nie wyszło, pamiętam wszystkie moje porażki. Wiem, że to głupie - rozpamiętywanie niczego nie da, tym bardziej, że jedyną osobą, która o nich pamięta, jestem ja. Muszę się w końcu podnieść i zacząć coś robić, bo inaczej zwariuję.


czwartek, 14 lutego 2013

4. Dziewczyna sobie z tym nie poradzi...


Czasami denerwuje mnie pozycja kobiet w hierarchii tego świata, sposób, w jaki się je traktuje i jak się o nich myśli. Nie mówię tego jako jakaś zapalona feministka - taka, co wychodzi na ulicę z transparentami i protestuje, i stara się przekonać wszystkie kobiety, by przestały gotować i zajmować się dziećmi. Takie manifestacje są, szczerze mówiąc, żałosne. Chcesz być niezależna - w porządku, miej swoje poglądy i nimi się kieruj, ale nie staraj się zmieniać całego świata wbrew jego woli. Nie, po prostu mówię to jako obserwator. Wychowałam się wśród seksistów, znam nawet jednego mizogina. W jego przypadku, kobiety są określane jako "głupie p...głupie k..." i tak dalej, ale to już inny przypadek. Nie trzeba daleko szukać, by odnaleźć męskich szowinistów - większość nawet nie zdaje sobie sprawy, że można by ich określić takim mianem. A to z powodu stereotypowego myślenia, słów zasłyszanych od ojca czy starszych kolegów. Przejmują ten sposób myślenia i mają zakodowane w głowie, że tak jest w porządku. Prosty przykład: kobieta i jej kariera zawodowa. Ktoś z twoich znajomych interesuje się od dawna piłką nożną i chce grać w profesjonalnym klubie? Od razu ją wyśmieją. Bo nie wiadomo jak dobra by nie była, to zostanie wyśmiana dla zasady, "bo to przecież baba". No i choćby te wszechobecne, wyświechtane komunały, na przykład "baba to sobie nie poradzi". Może i fakt, nie każda dziewczyna potrafi coś przykręcić, naprawić, zamontować, ale z drugiej strony - mnóstwo czynności, które dla niej są drobnostką, dla mężczyzny będą zadaniem nie do wykonania. Panuje przeświadczenie, że baba to głupsza, że nie warto z nią rozmawiać na poważne, że z niczym sobie nie poradzi. Ale to nie tylko o to chodzi. Ile kobiet rocznie zostaje zgwałconych i nic się z tym nie robi? Każdy znajdzie jakieś wytłumaczenie, "jej to się podobało", "było się tak nie ubierać". Bez przesady, nie mówię, że sukienki bardziej odkrywające wszystko niż zasłaniające są czymś cudownym i genialnym, ale zwykłą mini o rozsądnej długości każdy ma prawo nosić. To żadne usprawiedliwienie. Jeśli ktoś będzie miał taki kaprys, zgwałci także i zakonnicę. W niektórych krajach gwałt jest czymś codziennym i zwykłym, nikt się tym nie przejmuje. Kobiety są wciąż w wielu z nich traktowane jak niewolnice. A podobno żyjemy na w miarę ucywilizowanej planecie.
Broń Boże któraś zaprotestuje, broń Boże któraś okaże się inteligentniejsza. Kobiety nadal są traktowane z rezerwą w każdym środowisku. Ale one nie powinny wypowiadać swojego zdania przed kamerami. Powinny siedzieć cicho i robić, co im się każe. Podajmy głupi, prosty przykład - kobiety grające rocka nadal są uznawane za coś dziwnego (przez co niektórych). W tych czasach ludzie chyba już nie powinni się czemuś takiemu dziwić...
Ludzie, żyjemy w XXI wieku. Nie mówię, że wszystkie kobiety powinny się nagle zbuntować, a faceci zacząć gotować i rodzić dzieci, ale tu chodzi o zmianę myślenia. Może co niektórzy powinni zastanowić się przez chwilę i zamiast tylko narzędzia do rozmnażania dostrzec w kobiecie przyjaciela, kogoś, z kim można porozmawiać o wszystkim, kogoś nie odbiegającego inteligencją, kogoś równego.

PS  Walentynki u nas w szkole wyglądały uroczo. Funkcjonuje u nas poczta walentynkowa, w tym roku nie można zaklejać kopert. Listy są fachowo "poddawane cenzurze", to znaczy przeglądane w poszukiwaniu treści wulgarnych...Poza tym, nauczyciele wymyślili sobie, żebyśmy przyszli w jakimś czerwonym elemencie ubioru. Coś jak powrót do przedszkola...

piątek, 8 lutego 2013

3. Trochę o tym, co wkurza w innych ludziach



Co jest najbardziej wkurzające w ludziach? Trudno dać jedną odpowiedź, bo nasuwa się wiele przykładów. Głupota, brak empatii, okrucieństwo, chorobliwa ciekawość o życie innych, egoizm, bezmyślne dążenie po trupach do celu. Mnie chyba najbardziej irytuje w rodzaju ludzkim jego zakłamanie. Albo "granie ofiar". Kto nie zna choćby jednej takiej osoby? Na każdym kroku udają pokrzywdzonych, stłamszonych, zmęczonych, umordowanych, zgnębionych, bez chwili wytchnienia, dwadzieścia cztery godziny na dobę. Snują się z różańcem w dłoni, snują się po domu jak duchy, jak dusze potępione, wzdychają demonstracyjnie,żeby ciebie wpędzić w poczucie winy. Ale gdy próbujesz pomóc, proponujesz, że wyręczysz, albo mówisz, żeby ten ktoś nie brał sobie tyle na głowę - a gdzie tam, nie, nie trzeba, nie trzeba, przecież trzeba mieć później powód, żeby później coś insynuować, robić komuś nieme wyrzuty sumienia. Wiecznie cię o coś oskarżą, nawet, gdy nie mają racji. A tylko im spróbuj powiedzieć otwarcie, że to cię doprowadza do szału, to będą patrzeć załzawionymi oczami, czego ty ode mnie chcesz. No i jak tu z takim porozmawiać? Ręce człowiekowi opadają.
Udawać można wszędzie, a wręcz należy, tak się już przyjęło. Ile razy napatrzyłam się na znajomych albo zupełnie obce osoby, ich sposób wyrażania się, nie wiem, potrafię wyczuć kłamstwo. Może dlatego, że ja też często kłamię. Może nie opowiadam wszystkim o nieistniejącym chłopaku, którego poznałam podczas jakże romantycznych wakacji albo o tym, że za rok, ach, pojedziemy do Egiptu, albo że słucham Nicki Minaj, albo że uważam, że Conversy są świetne, cudowne, mam pięćdziesiąt par (tak a propos, moja szkoła jest  zacofana i według wszystkich o twoim poziomie i stopniu "zajebistości" świadczy to, czy masz Conversy, Nike albo bluzę z adidasa...). Zazwyczaj kłamię, gdy chcę się z czegoś wykręcić, w niezręcznej sytuacji. Bo jak w dzisiejszych czasach powiedzieć komuś "nie, nie chcę cię słuchać, nie przyjdę, bo nie chcę, nie lubię tego czy tamtego"? Kiedyś tak potrafiłam robić i chyba czułam się z tym zdecydowanie lepiej. Ale ludzie nie lubią szczerości. To kwestia tego, że niektórzy mają odmienne zdanie. Ludzie, którzy mnie otaczają, są do znudzenia tacy sami, powtarzają bez przerwy powtarzane słowa i opinie. Jeśli, nie daj Boże, powiesz im, co o tym myślisz, to uznają cię za antychrysta czy coś i nie ma już rozmowy. Dlatego, zawsze wolę przeczekać, wysłuchać, co mają do powiedzenia, a potem zmyć się pod byle pretekstem, ale nie próbuję walczyć z tym kimś na argumenty, bo to po prostu nie ma sensu. Nie wiem, ktoś powie, że jestem nietolerancyjna, niedobra, wszystko sobie wyolbrzymiam i wiecznie na wszystko narzekam, ale taka jest prawda. Są ludzie, których po prostu nie da się znieść.
Najbardziej irytujący są chyba jednak ludzie, którzy udają przed kimś całkowite swoje przeciwieństwo. Na przykład, gdy przyjeżdża jakiś gość, będą wyłazili ze skóry, żeby zrobić dobre, świetne wrażenie, żeby być w oczach innych mądrym, sympatycznym człowiekiem. Tymczasem na co dzień są zwykłymi egoistami, chamami, rasistami czy seksistami, drą się na innych bez powodu...szkoda gadać, zresztą. Tak, to dobrze, że stać ich na teatr przed gośćmi czy znajomymi, gorzej byłoby, gdyby pokazywali przed nimi swoje prawdziwe  oblicze. Ale dla tego, kto ich zna, jest to tak sztuczne, tak żałosne, ale goście niczego nie wiedzą, a żeby było jeszcze śmieszniej, dają się złapać, nabierają przekonania, że tamci są bardzo miłymi, cudownymi ludźmi. Tylko dlaczego oni nie mogą być tacy na co dzień? Dlaczego nie mogą zdobyć się na ten teatr przed swoją rodziną? To idiotyczne, że rodzina jest traktowana jako coś podrzędnego i pospolitego, przed czym można obnażać swoje zatrute wnętrze, bo to w końcu tylko rodzina, ale przed obcymi to już trzeba być miłym i uroczym. A rodzina to przecież też ludzie. Szkoda, że wiele osób tego nie zauważa.