czwartek, 31 stycznia 2013

2. Przyspieszenie czasu?


Mam wrażenie, że przespałam ostatnie trzy, cztery lata. Nie wiem, dlaczego. Wydaje się, że 2010 był tak niedawno. I to dotyczy tylko ostatnich lat, wcześniejsze biegły albo powoli, albo całkiem normalnie. Niby nic się wtedy szczególnego nie działo, ale ten czas leci jakoś...za szybko. Też macie takie wrażenie? Ech, to chyba kwestia tego, że się starzeję ;) Dziwne, z wiekiem człowiek powinien rozumieć coraz więcej rzeczy, a mi z wiekiem wszystko wydaje się coraz bardziej bezsensowne. Prawda jest taka, że we mnie chyba wciąż siedzi dziecko. Wszystko wokół to tylko obudowa.

28.05 - Mudhoney - Warszawa,
18.06 - Green Day, Łódź.
2013 zaczyna się nawet nieźle. Jak dotąd.

niedziela, 27 stycznia 2013

1. Światełko.


Nie wiem, jak to zacząć. Wszystko musi mieć swój początek i koniec, no tak, nie mogę zacząć od środka. Słowa wyparowują, rozwiewa je wiatr. Myśli giną bezprowrotnie, wspomnienia się zacierają. Pozostają jedynie wyblakłe wizje tego, co było i już nie powróci. Reszta jest tylko imitacją, słońce już nie świeci tak, jak kiedyś, a niebo nie jest takie niebieskie. Twarze się rozmywają we mgle, starzeją się, przychodzą i odchodzą, za każdym razem inne, tylko starają się stwarzać pozór powtarzalności i niezmienności. Wszystko przywołuje niechciane myśli, bo przecież nie warto wracać do tego, co było, istnieje tylko przyszłość.
Jak zwykle staję w miejscu, nie wiem, co zrobić, co powiedzieć, w którą stronę iść. Brakuje mi tylko rumieńców, białej sukienki i lśniących bucików.
Gdzieś tam, na końcu tunelu, migocze światełko, idziemy w jego stronę, trzymamy się za ręce, gubimy we mgle. Światełko na końcu nie wydaje się wcale aż tak jasne, jak oczekiwaliśmy, ale możemy udawać, że jest inaczej.
Zaczynam się przyzwyczajać to tego, że nic już nie jest pewne. Przewidywalne i nieznajome zarazem.
Mogę uprzeć się i próbować wziąć sprawy w swoje ręce. Mogę mieć ślepą nadzieję. Mogę próbować stanąć po tej jasnej stronie. Mogę oszukiwać samą siebie.
Mylę kroki, przewracam się, tłukę kolana, podnoszę się i znów idę, z plastrami na kolanach.
Idę, nie wiem, w którą stronę, ale idę.