środa, 11 września 2013

Marzenia się spełniają...czy coś takiego.

Czy ktoś teraz by uwierzył, że zaledwie jedenaście dni temu mieliśmy jeszcze wakacje?...
Nie będę płakać w tym poście nad faktem, że przyszła szkoła, bo wystarczająco narzekałam już na to ze znajomymi, jedyne co mnie dobija, to brak czasu na cokolwiek. Akurat teraz mam o wiele więcej spraw na głowie niż tylko odwalanie prac domowych, w kółko muszę gdzieś jeździć. Chyba wszyscy miewają takie wariackie dni: ledwo człowiek wychodzi ze szkoły, musi już gdzieś lecieć, a potem wraca na wieczór i nagle zaczyna tęsknić za chodzeniem spać po dobranocce (której i tak już nie ma).
A najśmieszniejsze jest to, że choć przez całe wakacje dużo pisałam, to wróciłam do szkoły i nagle okazało się, że nie potrafię (czyt.: nie mam siły) napisać najzwyklejszego streszczenia fragmentu z Dziejów Apostolskich. W efekcie opisałam wóz, który czytał pismo święte, a nawet był urzędnikiem jakiejś tam królowej *.* I to mówi ktoś, kto poszedł na profil humanistyczny...

Jedną z ciekawszych lekcji była ta, na której pewien nauczyciel przekonywał nas, że powinniśmy robić to, co naprawdę chcemy robić w życiu, a nie kierować się tytułami, życzeniami mamusi i tatusia, czymkolwiek innym. Że nawet edukacja nie jest najważniejsza, bo zna osoby bez wykształcenia, ale za to realizujące się i szczęśliwe; bo najważniejsze to być szczęśliwym. W samych tych podniosłych zdaniach nie byłoby nic nadzwyczajnego, nadzwyczajne było to, że ktoś rozmawiał o tym z nami tam, w szkole...

Myślę, że większość ludzi zgodziłaby się z tym wszystkim. Że trzeba spełniać marzenia, i tak dalej. Czasem irytuje mnie tylko jedno: ci, którzy krzyczą WSZYSTKO JEST MOŻLIWE! MARZENIA SIĘ SPEŁNIAJĄ! Czasem. Bo niekiedy, w przypływie czegoś nie będącego jeszcze optymizmem, ani nie do końca nadzieją, zaczynam w to wierzyć, do czasu kolejnego zawodu. Ale gdy przychodzi co do czego, to tylko puste słowa. Nie zawsze można samemu wziąć los w swoje ręce.

A żeby nie kończyć tak pesymistycznie, wierzę, że spełniają się te mniejsze marzenia, ale przyćmiewają to wszystkie te większe, niespełniające się od lat, no i plany na przyszłość. Człowiek często zapomina o tych małych sukcesach. A wy, co o tym sądzicie?
___________
Proszę o wybaczenie, jeśli pojawiły się jakieś błędy językowe/moje słynne, standardowe lanie wody. A tam, w końcu do tego służy blog.


3 komentarze:

  1. Ja ostatnio pozostawiam wszystko biegowi losu. Gdzie mnie zaprowadzi? Jedna niewiadoma. Z jednej strony mnie to przeraża, z drugiej fascynuje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja zapomniam o małych i to mój ból. Od razu chcę byc królem życia iii nie jestem zadowolona z niczego. A nauczyciel? Miał rację, ale oby te słowa się w ludziach zagnieździły.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieżko realizować się bez wykształecenia i być szczęśliwym, może dlatego, że nikt nie chce takich ludzi - bez dyplomów...

    OdpowiedzUsuń