Dni mijają, nic ze sobą nie niosą. To miasto jest martwe. Jest uśpione. I chociaż śnieg u nas zaczyna topnieć, mam wrażenie, że znalazłam się gdzieś w Dolinie Muminków, zimą, gdzie prawie nikogo nie ma w promieniu kolejnych kilometrów. Co z tego, że jest tu tyle ludzi, wydaje się, że nie istnieją - że są złudzeniem. Prawda jest taka, że im więcej ludzi dookoła ciebie, tym bardziej jesteś samotny.
To się po prostu wydarzyło, nie ma czego analizować. Pokłóciłam się z całym światem - może po prostu do siebie nie pasujemy. Wszystko idzie źle, jak na złość, na przekór. Żeby człowiek przypadkiem nie poczuł się za szczęśliwy. Żeby przypadkiem nie miał za dużo nadziei.
Zastanawiam się, czemu ludzie nie zapadają w sen zimowy. Bo stan, w którym obecnie jestem, przypomina hibernację. O ileż życie byłoby prostsze.Przynajmniej raz do roku, na kilka miesięcy, człowiek mógłby zamknąć oczy i nie patrzeć na to wszystko. Może po tych miesiącach snu byłby trochę odmieniony. Może czułby się lepiej. Może miałaby motywację.
Dziś, cud nad cudy, wyszło u nas słońce. Wyznaję zasadę, żeby nie cieszyć się za wcześnie, bo wtedy zaraz zaczyna padać śnieg.