piątek, 8 lutego 2013
3. Trochę o tym, co wkurza w innych ludziach
Co jest najbardziej wkurzające w ludziach? Trudno dać jedną odpowiedź, bo nasuwa się wiele przykładów. Głupota, brak empatii, okrucieństwo, chorobliwa ciekawość o życie innych, egoizm, bezmyślne dążenie po trupach do celu. Mnie chyba najbardziej irytuje w rodzaju ludzkim jego zakłamanie. Albo "granie ofiar". Kto nie zna choćby jednej takiej osoby? Na każdym kroku udają pokrzywdzonych, stłamszonych, zmęczonych, umordowanych, zgnębionych, bez chwili wytchnienia, dwadzieścia cztery godziny na dobę. Snują się z różańcem w dłoni, snują się po domu jak duchy, jak dusze potępione, wzdychają demonstracyjnie,żeby ciebie wpędzić w poczucie winy. Ale gdy próbujesz pomóc, proponujesz, że wyręczysz, albo mówisz, żeby ten ktoś nie brał sobie tyle na głowę - a gdzie tam, nie, nie trzeba, nie trzeba, przecież trzeba mieć później powód, żeby później coś insynuować, robić komuś nieme wyrzuty sumienia. Wiecznie cię o coś oskarżą, nawet, gdy nie mają racji. A tylko im spróbuj powiedzieć otwarcie, że to cię doprowadza do szału, to będą patrzeć załzawionymi oczami, czego ty ode mnie chcesz. No i jak tu z takim porozmawiać? Ręce człowiekowi opadają.
Udawać można wszędzie, a wręcz należy, tak się już przyjęło. Ile razy napatrzyłam się na znajomych albo zupełnie obce osoby, ich sposób wyrażania się, nie wiem, potrafię wyczuć kłamstwo. Może dlatego, że ja też często kłamię. Może nie opowiadam wszystkim o nieistniejącym chłopaku, którego poznałam podczas jakże romantycznych wakacji albo o tym, że za rok, ach, pojedziemy do Egiptu, albo że słucham Nicki Minaj, albo że uważam, że Conversy są świetne, cudowne, mam pięćdziesiąt par (tak a propos, moja szkoła jest zacofana i według wszystkich o twoim poziomie i stopniu "zajebistości" świadczy to, czy masz Conversy, Nike albo bluzę z adidasa...). Zazwyczaj kłamię, gdy chcę się z czegoś wykręcić, w niezręcznej sytuacji. Bo jak w dzisiejszych czasach powiedzieć komuś "nie, nie chcę cię słuchać, nie przyjdę, bo nie chcę, nie lubię tego czy tamtego"? Kiedyś tak potrafiłam robić i chyba czułam się z tym zdecydowanie lepiej. Ale ludzie nie lubią szczerości. To kwestia tego, że niektórzy mają odmienne zdanie. Ludzie, którzy mnie otaczają, są do znudzenia tacy sami, powtarzają bez przerwy powtarzane słowa i opinie. Jeśli, nie daj Boże, powiesz im, co o tym myślisz, to uznają cię za antychrysta czy coś i nie ma już rozmowy. Dlatego, zawsze wolę przeczekać, wysłuchać, co mają do powiedzenia, a potem zmyć się pod byle pretekstem, ale nie próbuję walczyć z tym kimś na argumenty, bo to po prostu nie ma sensu. Nie wiem, ktoś powie, że jestem nietolerancyjna, niedobra, wszystko sobie wyolbrzymiam i wiecznie na wszystko narzekam, ale taka jest prawda. Są ludzie, których po prostu nie da się znieść.
Najbardziej irytujący są chyba jednak ludzie, którzy udają przed kimś całkowite swoje przeciwieństwo. Na przykład, gdy przyjeżdża jakiś gość, będą wyłazili ze skóry, żeby zrobić dobre, świetne wrażenie, żeby być w oczach innych mądrym, sympatycznym człowiekiem. Tymczasem na co dzień są zwykłymi egoistami, chamami, rasistami czy seksistami, drą się na innych bez powodu...szkoda gadać, zresztą. Tak, to dobrze, że stać ich na teatr przed gośćmi czy znajomymi, gorzej byłoby, gdyby pokazywali przed nimi swoje prawdziwe oblicze. Ale dla tego, kto ich zna, jest to tak sztuczne, tak żałosne, ale goście niczego nie wiedzą, a żeby było jeszcze śmieszniej, dają się złapać, nabierają przekonania, że tamci są bardzo miłymi, cudownymi ludźmi. Tylko dlaczego oni nie mogą być tacy na co dzień? Dlaczego nie mogą zdobyć się na ten teatr przed swoją rodziną? To idiotyczne, że rodzina jest traktowana jako coś podrzędnego i pospolitego, przed czym można obnażać swoje zatrute wnętrze, bo to w końcu tylko rodzina, ale przed obcymi to już trzeba być miłym i uroczym. A rodzina to przecież też ludzie. Szkoda, że wiele osób tego nie zauważa.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Mnie tyle rzeczy w ludziach denerwuje, że spokojnie mogę stwierdzić, iż nie lubię tego gatunku ;-)
OdpowiedzUsuńKiedy nawet przed rodziną nie można obnażać tego swojego czasem "zatrutego wnętrza", wtedy dopiero jest źle. Udawanie cały czas jest jedną z najbardziej męczących rzeczy. Co do reszty, to się zgadzam. Mnie ludzie męczą jeszcze z wielu innych powodów, ale to chyba trzeba by było całego bloga, żeby wymienić wszystko. ;)
OdpowiedzUsuńNie miałam bloga na onecie, widać nie tylko ja się tak tytułuje :)
OdpowiedzUsuńTrafiłam na mądrego bloga, o matko, co się dzieje? [apokalipsa nadchodzi czy co?]
Ach, te ofiary. Jak ja to kocham. Chodzenie i wzdychanie. I łezki. I "jakie to życie straszne". I "nikt mnie nie kocha". I...
Co do tej szczerości. Idealnie, przeidealnie ujęte co myślę.